“Bezradność” organów ścigania w walce z mafiami

W mediach można poczytać, jako to policjanci i prokuratorzy mieli problemy z rozpracowaniem jakiejś grupy przestępczej albo nawet niektórzy z tych policjantów i prokuratorów bali się zemsty i minimalizowali swe działania. W sprawie jakiejś innej grupy gangsterów – braci co to na ciałach ich prostytutek kazali im tatuować sobie teksty informujące o tym, który gangster jest jej właścicielem, to z kolei mówiono, że tata tych gangsterów, to były policjant. Rozumiałem to tak, że tata rzekomo wyszkolił ich, jak kluczyć i nie dać się zgarnąć szlachetnej polskiej policji. W końcu wypowiedział się jakiś dziennikarz śledczy który wyraził się, że to ściema i utopia i że “chłopcy” prawdopodobnie mieli układ z policjantami ale w końcu zaczęli przeginać.

Z moich chyba indukcji, na bazie faktycznych doświadczeń z polskimi tzw. organami ścigania oraz sądami wynika, że osobniki w nich pracujące (nie wszyscy ale wystarczy) czują się na luzie kogoś w coś wrobić, zarówno złośliwie jak i wtedy gdy mają w tym faktyczny interes, niekoniecznie prawny. Oczywiście współdziałając (policjant – prokurator – sędzia). Jak nie ma dowodu, to się podrzuci, spreparuje albo wymusi torturami albo sędziowie przychylą się do nawet maksymalnie niedorzecznego aktu oskarżenia. Akurat w sprawie karnej nie dysponuję godnymi przytoczenia “dokonaniami” sędziów ale w sprawie cywilnej – gospodarczej, proszę bardzo: Opis bezczelnych przekrętów sędziów w jednej sprawie – w dwóch instancjach. Część 1.

Potępiam bezprawne metody mające na celu wsadzenie kogoś do więzienia na długie lata kiedy niezbitych dowodów nie ma, choć “wszystko na to wskazuje, wszyscy o tym mówią” (ale dowody są tylko na drobniejsze przewinienia). Ja założyłbym się o bardzo wysoką jak dla mnie kwotę, że psychol mój sąsiad który na szczęście powiesił się ze cztery miesiące temu, swego czasu chciał mnie zabić albo ciężko okaleczyć przy pomocy najętych zbirów. Nie mam niezbitych dowodów, ale obserwacje, poszlaki co do których jestem pewien i gdybym wiedział, że mam wolną rękę, to zabiłbym go.

Zmierzam do tego, że policja i prokuratura dałaby bezprawnie radę unieszkodliwić każdą grupę przestępczą na którą zawzięłaby się, znając jej członków. Albo dlatego, że szkodzi ich interesom jakie mają z konkurencyjną grupą przestępczą albo dlatego, że pokrzywdzeni podnoszą larum w tym na nieskuteczność organów ścigania i robi się z tego medialny smród. “Zawijamy ich, to na 90% oni, załatwiamy dowody, skazanie” A panowie adwokaci w takiej sytuacji grzecznie – żeby nie narazić się prokuratorom i sędziom – muszą tańczyć jak im się zagra. Zresztą, sąd i tak zrobi co będzie chciał.